Kategorie: Wszystkie | Afryka | Azja | Europa | Miszmasz | Polska
RSS
poniedziałek, 03 lutego 2014

Pakowane hermetycznie cienkie kiełbaski, odpowiednio przyrządzone, są naprawdę pyszne. Sposób na nie jest niezwykle prosty:

1. na patelni rozgrzewamy pół łyżki smalcu (najlepiej własnej roboty)
2. wkładamy kiełbaski i smażymy na rumiano z obydwu stron przez kilka minut
3. na kiełbaskach układamy kilka plasterków żółtego sera i przykrywamy patelnię aż ser się stopi

Podajemy z sosem chrzanowym (szklankę majonezu wymieszać z łyżką chrzanu).

Smacznego

wtorek, 03 grudnia 2013

Postanowiłem założyć kolejnego bloga, tym razem tylko o polskim wybrzeżu a dokładniej o Jastrzębiej Górze i okolicach. Niniejszym zapraszam do lektury, oceny i komentowania - nadmorzem-jastrzebiagora.blog.pl

Ależ się ze mnie zrobił blogowicz, co nie? :D

poniedziałek, 04 marca 2013

Niewiele jest w Polsce miejsc w których przyroda została zachowana w praktycznie niezmienionym stanie. Jedną z takich nielicznych oaz natury jest Słowiński Park Narodowy, który jest jednym z dwóch parków nadmorskich w naszym kraju. Utworzenie go pozwoliło zatrzymać w czasie piękny system nadmorskich jezior, bagien, torfowisk, oraz największy cud przyrody w tym rejonie : wydmowy pas mierzei z unikatowymi w skali Europy ruchomymi wydmami.
    Mimo, że miejsce jest odwiedzane co roku przez tysiące turystów nadal można cieszyć się niezmiennością piękna tego krajobrazu. W okolicy znajdują się liczne ścieżki rowerowe i spacerowe. Informacje o ruchu turystycznym można znaleźć wśród szlaków turystycznych, na parkingach oraz w folderach.
    Tuż przy Słowińskim Parku Narodowym znajduje się miasteczko letniskowe: Rowy, które leży pomiędzy otwartym morzem a brzegami jeziora Gardno. Jest ono umiejscowione pomiędzy Ustką i Łebą jednak w przeciwieństwie do tych dwóch miejscowości zachowało kameralny i spokojny charakter. W okolicy możemy nacieszyć się szerokimi, piaszczystymi plażami oraz licznymi borami nadmorskimi. Idealnie nadaje się dla osób które chciałyby uciec od zgiełku cywilizacji i spędzić spokojne, pełne relaksu wakacje w otoczeniu dzikiej przyrody. Miejsce idealnie nadaje się dla rodzin z dziećmi oraz amatorów aktywnego spędzania wolnego czasu. Liczne ścieżki rowerowe wprost zachęcają do wypożyczenia dwóch kółek i wybrania się na wycieczkę po okolicznych atrakcjach. Warto wśród nich wymienić latarnię morską, muzeum Wsi Słowińskiej w Klukach oraz świętą górę Kaszubów – Rowokół z wieżą widokową. W wolnym od zwiedzania czasie możemy zająć się licznymi formami aktywności dostępnymi w tym rejonie jak: surfowanie, spływy kajakowe, parki linowe a także wędkowanie do którego warunki są wprost idealne.
    W okolicy jest również wiele atrakcji dedykowanych dzieciom, w których rodzice mogą miło spędzić czas wspólnie ze swoimi pociechami. Na przejażdżkę po Rowach zaprasza bajkowa, kolorowa ciuchcia. Jeżeli dobrze zaplanujemy trafimy na pokazy cyrku Parada, który odwiedza te okolice w letnich miesiącach co najmniej dwukrotnie.
    Rowy często odwiedzane są przez fotografów. Zmienne krajobrazy wprost zapierają dech w piersiach i stanowią inspirację dla artystów. Wiele jest terenów nietkniętych działalnością człowieka - do których nie dotarła jeszcze masowa turystyka.
    Wśród miejsc noclegowych na szczególną uwagę zasługują domki letniskowe Morskie Chaty, które położone są w spokojnej dzielnicy. Stanowią kompleks czterech całorocznych drewnianych domków. Gustowne wyposażenie i wszelkie wygody zaspokoją nawet najbardziej wymagających turystów. Ocieplone, z ogrzewaniem podłogowym stanowią idealne miejsce do wakacyjnego wypoczynku. Każdy domek ma swój własny teren do rekreacji na którym znajduje się grill, huśtawka i komplet wypoczynkowy.

czwartek, 21 lutego 2013

Wakacje zbliżają się szybkim krokiem, zaczynają się poszukiwania dobrych ofert noclegowych. Najbardziej popularne zdają się być domki letniskowe. Nie może to raczej dziwić, bo domki zapewniają największą chyba swobodę, intymność i komfort. Dziś to nie są już zwykłe baraki stawiane na cegłach ale luksusowe apartamenty, w dodatku z własnym terenem rekreacyjnym. Jednak, jak zwykle pojawia się problem z właściwym wyborem. W internecie można przecież podkolorować i upiększyć. Co zrobić, by nie wyjść na tym jak przysłowiowy Zabłocki na mydle? Myślę, że po wyszukaniu kilkunastu, według nas, ciekawych ofert, należy poszukać bezstronnych opinii na ich temat. To też nie jest takie proste, gdyż serwisów z opiniami nie ma za wiele, jednak należy spróbować. W miarę możliwości nie należy sugerować się pojedynczym serwisem, najlepiej jak opinie znajdziemy w kilku, np. w tym przypadku.

Oczywiście nie zawsze znajdziemy coś na temat wybranej oferty. Jeśli mamy wątpliwości, czy obiekt w ogóle istnieje, należy zadzwonić do właściwego Urzędu Gminy - każdy ośrodek prowadzący wynajem noclegów musi być zarejestrowany.

czwartek, 07 lutego 2013

Ostatnio zadzwonił do mnie stary znajomy. Poinformował mnie, że przyjeżdża nad morze w interesach i mnie odwiedzi. Świetnie, dawno się nie widzieliśmy, więc bardzo się ucieszyłem. Niestety, nie mogłem znajomego ugościć u siebie w domu, musiałem mu znaleźć jakiś hotel. Chciałem iść na łatwiznę i wpisałem w szukajce noclegi Słupsk, pokazało mi się kilka ofert. Zaraz zaraz, pomyślałem. Przecież mogę pojeździć sam i na własne oczy zobaczyć co i jak. Przecież w Słupsku za dużo hoteli nie ma. Wybrałem się  na kilkugodzinny objazd hotelarski. Okazało się, że Słupsku postało w ostatnich czasach kilka nowych hoteli, całkiem fajnych. Najbardziej jednak przypadł mi do gustu Hotel Atena, położony bardzo blisko centrum. Znajomy był z niego bardzo zadowolony, pochwalił tez tamtejszą kuchnię, smaczną, obfite i nie drogą.

wtorek, 22 stycznia 2013

Stało się, nadszedł i mój czas uczestnictwa w najbardziej znanym szkolnym balu, czyli studniówce. Oczywiście nie była to studniówka moja tylko córki mej najstarszej. Cóż więc tam robiłem i w jakim charakterze występowałem? Otóż jako ochroniarz. Parodia z paranoją. No ale po kolei.

Na jednej z wywiadówek wychowawczyni z godzinę prosiła rodziców, by kilku z nich wyraziło chęć, by przyjść na studniówkę. Zgłosiło się kilka mam, lecz Pani Wychowawczyni pragnęła mężczyzn. Bo silniejsi i w razie czego potrafią uspokoić nastolatka. W razie czego? Zapytałem. - No przecież nie wolno wnosić i spożywać alkoholu. Taka decyzja szkoły. To po kiego grzyba jest ta studniówka? Zapytałem tym razem w duchu. Pani dalej prosi, nikt się nie zgłasza, każdy ma to oczywiści w dupie, bo pomysł durny. Jedna Pani nie daje za wygraną i właściwie wyznacza mnie i jeszcze jednego pana. No cóż, nie będę zadzierał, zgadzam się. W domu, po obwieszczeniu tej wiadomości - jak pewnie się domyślacie - euforii nie było, zarówno ze strony córki, jaki i żony. Nic to, słowo się rzekło, wycofać się nie mogę.

Około 2 tygodni przed imprezą dostaje wiadomość od Rady Rodziców, że jak chcę być na studniówce, to muszę zapłacić za siebie. O w mordę, o co tu kurwa chodzi? Nie dość, że pożycie małżeńskie straciło wydatnie na jakości, to jeszcze każą mi za to płacić. No cóż, jakoś przeżyję.

Przyszedł czas. Zajeżdżamy do lokalu, a tam, nie uwierzycie - jest firma ochroniarska. Sprawdzają dowody, paszporty, pesele, co tylko można. Przeszukują torby, obmacują wszystkich. Młodzież po wejściu, nie może już opuścić lokalu. Po co więc jesteśmy my, rodzice? Myliłby się ten, kto pomyślałby, że będziemy siedzieć razem z szanownym gronem pedagogicznym lub choćby w pobliżu. Nic z tych rzeczy. Posadzili nas na holu, tuż obok wyjścia do palarni. Rzesz kurwa jego mać, to jeszcze marznąć nam przyszło.

Z czasem zaczęło się wyjaśniać, po co tu jestem i dlaczego płaciłem. Wśród grupki rodziców byli tacy, co to przyszli na własne życzenie, chodzili, podpatrywali, szpiegowali czy aby czasem młodzież nie popija. Popaprańcy. Inaczej ich nie nazwę. Kazałbym takim cudakom iść na bezalkoholową imprezę i bawić się do 4 rano. Na całe szczęści, jak to i tak zawsze bywa, młodzi sobie doskonale z tym poradzili i swoje wnieśli i wypili, więc i zabawa jakoś się zaczęła rozkręcać. Jednak patrząc na nauczycieli zauważyłem, że oni bawią się jakoś wyborniej, policzki zaczerwienione, oczka śliskie. Aha, to tak! Nie ma to jak wymagać od uczniów, samemu przy tym przykład dając.

czwartek, 27 grudnia 2012

Dziś rano odezwał się mój serdeczny kolega z Warszawy Krzysztof. Ponarzekał, że święta do dupy miał, że musiał jeździć gdzieś ciągle, no i ze po świętach bardziej zmęczony jest niż przed. On się temu dziwił, ja natomiast nie za bardzo. Dla mnie dzisiejsza idea świąt jest całkowicie niezrozumiała. Kilka dni wzmożonego zapitalania przy garach, mycie, sprzątanie, do tego jeszcze prezenty. To już w ogóle pomysł poroniony jest. Co to ku.wa jest? Tyle się trzeba narobić (a ile przy tym nerwów) po to tylko, by usiąść wieczorem i to wszystko zacząć wpierdalać.  Żadnej refleksji, przemyśleń, rozmów, tylko 12 pieprzonych potraw trzeba w siebie zapodać. I nie ma, że nie. Taka jest tradycja przecie. Skąd ta tradycja? A kogo to ku.wa interesuje? Ma być i już. Pustka w głowie, pełny bebzon - oto oblicza świąt. Podzielić się miałem tym wnioskiem z Krzysztofem ale dałem spokój. Zająłem się robotą, by o tym już nie myśleć, chociaż żołądek ciągle mi przypominał. Krzysztofowi natomiast zaproponowałem wyjazd nad morze, skoro już się do jazdy przyzwyczaił, kilkudniowy wypad nad Bałtyk w celu zaczerpnięcia jodu nie powinna nastręczać wielu trudności. Podałem stronkę, na której może sobie wybrać jakieś domki nad morzem. Powiedział, że się musi trochę zastanowić, skonsultować ze swoją druga połową, ale za pomysł podziękował.

Mimo wszystko co za czasy? Po świętach trzeba odpocząć, by wrócić do formy.

sobota, 22 grudnia 2012

Słowo się rzekło, miałem napisać o swoim wyjeździe na Islandię, więc to czynię niniejszym wpisem. W pierwszej chwili chciałem od razu z Polski polecieć samolotem na miejsce. Jednak ceny lotów były raczej zaporowe, z marnymi szansami na jakieś promocje. Znalazłem coś ciekawego z Kopenhagi, do której miałem popłynąć promem. Na przeszkodzie stał jednak mały szkopuł - opisany wcześniej bigos. Jak pomyślałem sobie, że mam się tułać najpierw pociągiem, potem promem a następnie samolotem z ciężką walizą wypełnioną tylko bigosem, od razy mijała mi ochota na wszelkie wojaże. W dodatku chciałem przy okazji zwiedzić Kopenhagę, w której nigdy nie byłem. Mówi się trudno - trzeba podnieść koszt inwestycji - zrobiłem paczkę i nadałem bigosik UPS'em. Nie zapomnę miny Kuriera, gdy zdradziłem mu co zawiera tak ciężka paczka.

Pominę tu całą drogę na miejsce, bo nie o tym mu mowa, ale przejdę od razu do lądowania w Rejkiawiku, które przebiegło bez jakichkolwiek problemów. Na lotnisku czekał oczywiście Tomek. Łezka w oku się zakręcić musiała po tak długiej nieobecności. Powitaniom nie byłoby końca, gdyby nie konieczność odebrania samochodu z parkingu. Jednak przed nami długa droga, mieliśmy więc czas, by opowiedzieć sobie najważniejsze rzecze z okresu naszej "niewidoczności".

Po kilku godzinach jazdy wygodna autostradą dojechaliśmy do domu Tomka, w którym czekał już mój bigos dostarczony przez firmę kurierską 2 dni temu :)

Następnego dnia zaczęliśmy przygotowania do wyjazdu na największy w Europie lodowiec. Kompletowanie niezbędne osprzętu jest dość fascynujące, jednak po dodarciu w pobliżu lodowca ekscytacja wzrosła w sposób niepomierny. Po noclegu w przydrożnym moteliku, z samego rana wyruszyliśmy zdobywać tą ogromną połać zamarzniętej wody. Pogoda była piękna, temperatura kilka stopni powyżej zera, więc szło się na początku całkiem przyjemnie. Po kilku godzinach marszu zaczęły się jednak problemy w postaci pęknięć w lodzie, tzw. szczelin lodowych. Pierwsze z nich nie przedstawiały jakiejś wielkiej trudności, jednakże i dalej, tym były one większe. Przeskoczenie niektórych z nich było nie lada wyzwaniem.

cdn.

czwartek, 13 grudnia 2012

Człowiek, który sporo jeździ po świecie pewnie nie ma z tym problemów. Jednak dla wakacyjnych turystów mogą one stać się wielkim zagrożeniem, którego nie należy lekceważyć. Piszę tu o drobnych żyjątkach - bakteriach, eufemistycznie zwanych florą bakteryjną. Niby takie małe to diabelstwo a jakie szkody poczynić potrafi.

Znajomi w sierpniu tego roku wybrali się na wczasy do Tunezji (widać są ciepłolubni). Wrócili zadowoleni, wypoczęci i opaleni. Nic nie zwiastowało ich późniejszych problemów. Po pewnym czasie zaczęli odczuwać niewielkie dolegliwości żołądkowe, nic wielkiego, tak po prostu jak delikatna wersja grypy. Kilka dni i minęło - wszystko więc wydawało się ok. Jednak nic z tego. Bóle powróciły. I tak w kratkę po dziś dzień, gdy to zrobili sobie badania. Okazało się, że wraz z pamiątkami przywlekli z Afryki jakiegoś pasożyta, gada żołądkowego o niewymawialnej nazwie.

Zapytani, czy pili na miejscu jakiś alkohol, stwierdzili, że i owszem, ale w małych ilościach. No cóż, wniosek jest jeden - wyjeżdżasz z kraju dalej niż kilkadziesiąt kilometrów i nie chcesz chorować, musisz przyjmować przeźroczysty, palący podniebienie płyn. Nasuwa się jeszcze jedno spostrzeżenie - ilość tegoż płynu powinna rosnąć proporcjonalnie do odległości.

Miałem przygotować wpis o pobycie na Islandii, niestety - jak to w życiu często bywa - wypadło coś niezaplanowanego. Siostrze, w podróży służbowej nawaliło auto. Oczywiście załatwiła sobie naprawę ale okazało się, że to potrwa kilka dni - trzeba sprowadzić część. Zadzwoniła więc do mnie, czy bym po nią nie przyjechał. Jak tu siostrze odmówić? Tym bardziej, że to było tylko około 60km ode mnie, w Łebie. Jasne - odrzekłem - zaraz wyjeżdżam. 60k w jedną, 60 w drugą, mówię sobie, że za 2 godziny będę w domu. Życie jednak pisze niesamowite scenariusze. Dowaliło tyle śniegu, że w Łebie byłem dopiero po 4 godzinach a śnieżyca nie odpuszczała. Dobrze, że ta Łeba to kurort i siostra znalazła jakąś czynną kawiarnię i tam na mnie czekała. Ja jednak nie miałem wesołej miny. Śniegu przybywało, zaproponowałem więc, byś znaleźli sobie jakiś nocleg. Jak to fajnie jest w dzisiejszych czasach. Internet mamy pod ręką, wystarczyło wpisać w szukajce Łeba noclegi i ofert pokazuje się niemało. Znaleźliśmy serwis Łeba noclegi a w nim ładnie pokazane oferty, niestety większość tych obiektów jest zimą nieczynne. Nie mniej jednak udało się znaleźć dość szybko dobry i tani nocleg. Ale co z tego, skoro tyle czasu musimy zmarnować.

Rano okazało się, że już nie kurzy a odśnieżarki wyczyściły cała drogę. Mogliśmy więc spokojnie wrócić do domu. Patrzę teraz przez okno a tu znowu śnieżyca. Co się dzieje? Połowa grudnia a tu zima w pełni. Dawno tego nie było, zwłaszcza tu u nas, na pomorzu środkowym. Ale chyba przyjdzie się przyzwyczaić - zmiany klimatyczne są nieuchronne, co mnie wcale nie napawa optymizmem.

 
1 , 2